21 lutego 2024

W uszach przechodniów wciąż jeszcze brzmiały echa kanonady z broni automatycznej, kiedy dwa auta zerwały się z piskiem opon z okolic skrzyżowania ulic Berenta i Kościelnej, w podwarszawskim Pruszkowie. Akcja została przeprowadzona błyskawicznie i trwała zaledwie kilkanaście sekund. Na chodniku leżało nieruchomo obficie krwawiące ciało młodego mężczyzny. Po Pruszkowie lotem błyskawicy rozeszła się wieść o brutalnej egzekucji w samym centrum miasta.

Ofiarą zbrodni był Wojtek Kiełbiński, ps. „Kiełbasa” – znana postać pruszkowskiego półświatka. Zakończył życie zimowego poranka 19 lutego 1996 roku. Miał zaledwie 34 lata. Feralnego dnia „Kiełbasa” podjechał pod pobliski sklep spożywczy białym Nissanem Micrą. Został zaatakowany serią pocisków, gdy wyszedł z zakupami. Zginął na miejscu.

Wojciech Kiełbiński od wielu lat był bliskim przyjacielem innego pruszkowskiego gangstera, późniejszego świadka koronnego, Jarosława Sokołowskiego, ps. „Masa”.

Znali się od najmłodszych lat. Wspólnie polowali na bażanty, na nieodległych pęcickich polach nad Utratą, wspólnie organizowali pierwsze przestępcze akcje. „Kiełbasa” zginął niedaleko miejsca, gdzie się wychowywał i dorastał. „Koperek” – tak mieszkańcy Pruszkowa zwykli nazywać „Osiedle Kopernika”. „Kiełbasa” zaczynał przestępczą karierę od włamań do mieszkań na tym właśnie osiedlu.

Od śmierci „Kiełbasy” upłynęło już ponad ćwierć wieku. Zapytaliśmy Jarosława Sokołowskiego, czy pamięta okoliczności tamtej tragedii:

– Jak wspominasz atmosferę w Pruszkowie po zabójstwie „Kiełbasy”? Do egzekucji doszło w biały dzień, w samym centrum miasta.

– Zdarzenie wywołało powszechny szok. Nigdy przedtem w Pruszkowie nie miała miejsca podobna egzekucja. Wcześniej też nikt z „Pruszkowa” nie zginął z ręki wołomińskich. Ofiary padały tylko po jednej stronie. Ale powiedzmy, dla środowiska przestępczego „Pruszkowa” zabójstwo Wojtka było takim „pół-szokiem”, ponieważ każdy, kto miał wiedzieć, to wiedział, że „Kiełbacha” nie był już wtedy „Pruszkowskim”. Został wyklęty zarówno przez „Starych”, jak i przez „Rympałka”. Oni przez ostatnie miesiące mówili o nim już tylko bardzo źle. Wojtek poniekąd sam ściągnął sobie problemy na własną głowę. Niepotrzebnie poleciał do „Miśka” z Nadarzyna, który czekał już nawet na odsiecz ze strony… ruskiej mafii. Bądźmy jednak poważni. Cóż, w tamtym tragicznym czasie wygrały z Wojtkiem narkotyki, a nie zdrowy rozsądek. Jak na ironię – bo w przekroju całego życia, u „Kiełbasy” przeważnie wygrywał właśnie rozsądek. W tym przypadku zwyciężyła słabość do prochów. Szczerze? Jakoś chyba nikt do końca nie brał poważnie pod uwagę, że może wydarzyć się coś, co faktycznie wydarzyło się 19 lutego 1996 roku. Było oczywiście mnóstwo odgrażania się, ale wszyscy raczej oczekiwali, że niesnaski „Kiełbasy” ze „Starymi” i „Rympałkowymi” rozejdą się po kościach.

Kilka tygodni przed zabójstwem „Kiełbachy” doszło do zamachu bombowego na mnie. Media oczywiście zgrabnie połączyły w całość oba wydarzenia; że to niby ja podejrzewałem Wojtka i dlatego go odpaliłem. Zwykły dziennikarski farmazon, ale z drugiej strony, jak wiadomo, sam sobie zasłużyłem na taki farmazon. „Kiełbachę” odpalili „Rympałkowi”.

W czasie gdy zabili Wojtka, odbywał się pruszkowski wyjazd do Zakopanego, a ja – dosłownie na dwa dni – wróciłem do Pruszkowa po pieniądze. Pokręciłem się chwilę po mieście, pojechałem na siłownię, a w tym czasie ludzie „Rympałka” zrobili to, co zrobili. A przecież mogłem przypadkowo przejeżdżać gdzieś w okolicy, a wtedy tę zbrodnię śledczy na pewno przybiliby mi.

Nie wyplątałbym się już z tego nigdy. „Rympałek” kompletnie z niczym się nie liczył, miał też swoje konszachty ze „Starymi”, ale sądziłem, że sytuacja z Wojtkiem ostatecznie jakoś się ułoży. Myślałem, że to tylko stroszenie piórek. Akurat przebywałem na siłowni pod Sulejówkiem, gdy Wojtka posiekały kule, przy Berenta w Pruszkowie. Siłownię wynalazł „Żaba”. „Rympałki” też tam się spotykali, obok można było też pograć w bilard.

Jan „Majami” Fabiańczyk zapytany o postać tragicznie zmarłego przed 27 laty pruszkowskiego gangstera, skonstatował krótko jego cechy:

„Muszę przyznać, że to był chyba najbardziej inteligentny gość z całego „Pruszkowa”, bez podziału na czasookresy i gangsterskie pokolenia. Myślę, że zdecydowanie na takie miano zasłużył właśnie Wojtuś, bezwzględnie najbłyskotliwszy ze wszystkich „pruszkowskich”...